Biuro prasowe Ford Polska

Pustynia, Dakar i człowiek, który ściga się we wszystkim

Zbliżała się północ, kiedy Romain Dumas podniósł słuchawkę w Maroku, w drodze na lotnisko po przetestowaniu Forda Raptora T1+. Pustynia była teraz spokojna. Jego kalendarz nie był.

Dla człowieka, którego życie jest mierzone nie godzinami, ale wyścigami, czas jest po prostu przerwą między różnymi liniami startowymi.

Dumas ścigał się w Le Mans i wygrał — trzy razy. Rywalizował na trasie górskiej Pikes Peak i zapisał się w jej kronikach. Prowadził elektryczne pojazdy demonstracyjne wystarczająco szybko, aby poczuć, że lata – jak powiedział później.

Pokonywał różne odcinki rajdowe, pędząc przez lasy, pola i śniegi. Obecnie, w wieku 47 lat, powraca na wielkie pustynie świata, najpierw w listopadzie tego roku do meksykańskiego Baja 1000, a następnie na wysokie wydmy i rozległe plenery Rajdu Dakar w 2026 roku. W obu przypadkach Romain Dumas pojedzie Fordem.

Niezwykłe jest to, że jeden kierowca mógł przebyć taką sportową drogę, podobnie jak to, że mógł rywalizować z sukcesami we wszystkich tych dyscyplinach.

„Lubię jeździć wszystkim” – mówi bez ironii. Jest to najprostsza i najprawdziwsza interpretacja jego kariery. Jest – w najszerszym tego słowa znaczeniu – rajdowcem.

Szerokie horyzonty

W świecie sportu, który jest mocno wyspecjalizowany – z wąskimi niszami i konkretnymi umiejętnościami – Dumas jest trochę jak postać przeniesiona w czasie z innej epoki.

Jego życiorys przypomina wyczyny wielkich wszechstronnych mistrzów sportów motorowych: Mario Andrettiego, światowego autorytetu w tej dziedzinie, A.J. Foyta, jedynego kierowcy, który wygrał wyścig Indianapolis 500, 24-godzinny wyścig Le Mans, Daytona 500 i 24-godzinny wyścig Daytona; Vic Elforda, który ścigał się w Formule 1, Le Mans, na Targa Florio i w rajdach terenowych; Dana Gurneya, którego zdobyte z Fordem triumfy w Le Mans, NASCAR i F1 są legendarne.

Podobnie jak oni, Dumas nie chciał iść jedną ścieżką. Wybrał wszystkie.

Dorastał w Alès, małym miasteczku u stóp gór Cévennes, gdzie umiejętność prowadzenia samochodu jest przekazywana w genach. Jako dziecko ścigał się gokartami, potem bolidami jednomiejscowymi. Ale jego specjalnością stały się wyścigi wielogodzinne. Odnosił zwycięstwa w 24-godzinnych wyścigach w Le Mans, 24-godzinnych w Spa, na Nürburgringu i 12-godzinnym Sebring.

Potem przyszedł czas wyścigów górskich.

W 2014 roku po raz pierwszy wystartował w Pikes Peak International Hill Climb, 12-milowym wyścigu ku chmurom, drogą liczącą 156 zakrętów między drzewami i skałami. I wygrał. W 2018 pobił rekord toru (który jest nadal aktualny). W ciągu ostatnich trzech lat startował za kierownicami Forda SuperVana 4.2, F-150 Lightning SuperTruck i Forda Mustanga Super Mach-E, zdobywając trzy zwycięstwa w klasach i jeden tytuł King of the Mountain.

Bił rekordy na górzystych odcinkach na całym świecie, od Goodwood po najwyższy szczyt, na jaki kiedykolwiek wspiął się pojazd kołowy. Być może właśnie to sprawia, że Dumas tak dobrze wpisuje się w ambicje Forda, który stawia na wielowymiarowe myślenie i ludzi, którzy potrafią przełożyć doświadczenia zdobyte na torze wyścigowym na walory samochodów trafiających do salonów.

Ponownie poza strefą komfortu

Ironią losu jest to, że zawodnik, który poznał niemal wszystkie dyscypliny sportów motorowych, wciąż szuka.

– Dakar jest osobistym wyzwaniem – powiedział niedawno Dumas. Wracam tu każdego roku, bo chcę się poprawić. Jestem coraz szybszy. Celem jest zawsze dalsza nauka.”

Ta zima będzie jego dziewiątym startem w Dakarze. To statystyka, która zrobi wrażenie na każdym rajdowym weteranie. Jednak Dumas jest przekonany, że pustynia jest jego królestwem, w którym czuje się jak w domu.

„Szczerze mówiąc, jazda w terenie najbardziej odbiega od tego, do czego jestem przyzwyczajony” – powiedział. „Zawsze powtarzam: często gram w tenisa, ping-ponga i badmintona, ale te zabawy są zdecydowanie czymś innym.”

Na pierwszy rzut oka to absurd. Dumas spędził dziesiątki lat na ujarzmianiu maszyn na granicy ich możliwości. Były to pojazdy osiągające prędkość 320 km/h na torze Le Mans oraz elektryczne potwory wspinające się na Pikes Peak w rekordowym czasie poniżej ośmiu minut. Dla porównania, Ford Ranger Raptor, którym wystartuje w Baja, to zarejestrowany na drogi pojazd produkcyjny ze stalowym nadwoziem.

A jednak: „znowu czuję się jak żółtodziób” – powiedział z radością w głosie.

Wezwanie w ostatniej chwili i nowe horyzonty

Jak twierdzi Dumas, najnowszy rozdział, jaki pisze mu życie, rozpoczął się bardzo szybko. „Trochę późno, żeby planować start w Baja” – zaśmiał się. – „Zdecydowaliśmy we wrześniu. 

Zgodnie z logiką elitarnych sportów motorowych, oznacza to chaos w ostatniej chwili. Jednak dla Dumasa ta niestabilność stanowi część emocji.”

Najpierw zmierzy się z Baja 1000, w Rangerze Raptorze – w przygotowanej do sportowej rywalizacji wersji pickupa, która w salonach Forda trafia do zwykłych klientów. On poprowadzi pierwszy etap, a następnie przekaże pałeczkę kolegom z drużyny. Przeprowadził ni mniej, ni więcej, tylko jeden test – z Bradem Lovellem.

„Moim celem jest wykonanie tej roboty na czysto” – mówi.

Ranger nie jest jedynym samochodem, którym startuje. W Maroku przygotowuje się już do rajdu Dakar za kierownicą Forda Raptor T1+, ryczącej bestii z silnikiem V8, zbudowanej specjalnie do rajdów terenowych. Ranger Raptor jest łatwy do opanowania,  jednak T1+ to pojazd ekstremalny.

„Jeden to nadwozie na ramie … drugi to czysty prototyp” – powiedział. „Nie możesz nadać tej samej intensywności obu samochodom.”

Mówi o dwóch maszynach w sposób, w jaki kompozytor może dyskutować o instrumentach: różnych rejestrach, różnych językach. Ranger wymaga spokoju, T1+ wymaga uzyskania precyzji w chaosie. Jazda jednym i drugim wiąże się z czymś, z czym Dumas rzadko się spotyka: obecnością pilota.

W wyścigach wielogodzinnych kierowca jest samotny w kabinie, gdzie zmienia się nawet z trzema lub czterema innymi kierowcami na trasie. Pikes Peak to tylko osiem minut sam na sam z grawitacją. Ale w Baja i Dakarze jest inaczej – tam kierowca nigdy nie jest sam. Po prawej stronie siedzi pilot, odpowiedzialny nie tylko za tempo jazdy, ale także za wskazywanie drogi.

W przypadku Baja poprosił konkretnie o amerykańskiego pilota, kogoś z zespołu, znającego pustynię i jej specyficzny język. Potrzebny był przewodnik.

„To również powód, dla którego zdecydowałem się zabrać ze sobą Amerykanów, którzy znają to miejsce… aby nadać mi odpowiednie tempo”.

Rozbrajająca jest ta skromność. Niewielu mistrzów otwarcie przyznałoby się, że ktoś miałby ich poprowadzić. Dumas mówi to bez oporów. Jest tutaj po to, aby się uczyć. Pustynia jest jego salą lekcyjną.

Chaos, znaki zapytania i linia mety

Wyścigi – nawet elitarne – często wiążą się z pewną przewidywalnością. To długie dni ćwiczeń, tygodnie testów, sesje na symulatorze. We współczesnym Le Mans  każdy scenariusz został odwzorowany. Samochód, tor, zmienne – wszystko jest do przewidzenia.

Nie ma żadnej z tych rzeczy w wypadku rywalizacji terenowych. W Le Mans znaków zapytania jest niewiele. W off-roadzie? Mnóstwo – dodaje ze śmiechem.

To jest właśnie piękno i szaleństwo off-roadu. Wchodzisz na pustynię o świcie i startujesz w trasę ponownie, jeśli miałeś szczęście do zmierzchu. Wszystko może się zdarzyć. Skały, piasek, burze, awaria mechaniczna, błąd nawigacyjny, który wysyła Cię donikąd. Trasa zmienia się każdego dnia. Notatki są niejasne. Założenia? Kilka.

W tym świecie celem jest właśnie dojechanie do mety – nawet dla legendarnych kierowców, takich jak Dumas.

– To najbardziej stresujące – mówi szczerze. Najtrudniejsze do przewidzenia.

Historia, która się pisze

Łatwo jest idealizować dawne etapy kariery – francuski wszechstronny kierowca, uczący się języka kurzu. Ale to, co próbuje zrobić Dumas, nie jest subtelne. Utrzymanie się w czołówce zawodników w Baja jest trudne. Rywalizowanie z najlepszymi w Dakarze jest jeszcze trudniejsza. Osiągnięcie obu tych celów różnymi samochodami na tym etapie kariery jest niemal niemożliwe. Precedens potwierdza jednak regułę.

Ford zawsze wspierał kierowców, którzy nie mieszczą się w granicach różnych klas. Andretti jeździł dla Forda w Formule 1. Dan Gurney dał Fordowi pierwsze zwycięstwo w Le Mans w 1967 roku. Jim Clark szturmem zdobył świat Formuły 1 i amerykańskich wyścigów bolidów jednomiejscowych. Obie te kategorie coś łączy – zawodnicy, którzy nie postrzegali sportów motorowych liniowo, ale widzieli je jako całe spektrum.

Dumas jest właśnie w tej drugiej rodzinie. Nie uznaje specjalizacji. Uwielbia ściganie się samo w sobie.

Jest poranek w Meksyku, w połowie listopada. Dumas wskakuje do Rangera Raptora.

Znów czuje się żółtodziobem.

Nie chodzi o talent ani o osiągnięcia, ale o ducha – tę rzadką gotowość do zwycięstw, nawet po dziesięcioleciach. Gotowość wkroczenia w nieznane. Najwięksi zawodnicy, ci wytrwali, również mają tę cechę. Gonią za czymś, czego jeszcze nie opanowali. W wypadku Dumasa jest to pustynia.

Tak czy inaczej, jest u siebie. Ponieważ dla niego nie ma różnicy między górskim odcinkiem, wyścigowym torem, pustynnymi wydmami:

Wszędzie tam jest linia startowa.

Obserwuj Ford Polska

Obserwuj Ford Polska – Samochody Dostawcze

Chcesz otrzymywać informacje prasowe na swój adres e-mail?

Zapisz się do naszej bazy kontaktów, jeśli chcesz być na bieżąco. Wszystkie ważne informacje otrzymasz bezpośrednio na swój adres e-mail.

Ściśle niezbędne pliki cookies

Te pliki cookies są niezbędne do poruszania się po witrynie i korzystania z jej poszczególnych funkcji. Gromadzone informacje dotyczą sposobu korzystania z witryny internetowej i umożliwiają nam zapewnienie żądanych przez Państwa usług.